Actions

Work Header

Nieszczęścia

Summary:

To jeden z tych dni, gdy wszystko się sypie, a nieszczęście depcze jej po piętach. Dosłownie.

Work Text:

Słońce grzało bezlitośnie. Pot lał się z przechodniów strumieniami. Liśćmi nie poruszył nawet podmuch. Jakieś dziecko płakało na pobliskim placu zabaw, wrzeszcząc niemiłosiernie.

A ona miała ochotę kogoś zabić. Matkę, która nie potrafiła uspokoić swojego bachora. Babę w dziekanacie, która odmówiła przyjęcia jej dokumentów drugi raz. Nawet tego chłopa pod drzewem gadającego głośno przez telefon. Nie obchodziło jej kto to będzie, tak długo, jak jego dzień stanie się tak samo beznadziejny.

Odetchnęła głęboko i poprawiła się na niewygodnej ławce. Nie po to natura dała ludziom korę mózgową, by nie mogła zapanować nad podstawowymi popędami. Jasne, przespała dwa pierwsze budziki, a autobus spóźnił się trzydzieści minut, ale to nie powód, by wyżywać się na innych. Prawie godzinny spacer do punktu ksero i dziekanatu, żeby dowiedzieć się, że wszystko musi wydrukować jeszcze raz, nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem, by uprzykrzyć komuś dzień. Niewychowany dzieciak, który ubrudził jej kurtkę swoimi lepkimi palcami, a potem przypadkiem zrzucił telefon, nie jest osobnikiem, za którego powinien cierpieć cały gatunek.

Wyszczerbione deski powoli wrzynały się w jej plecy. Wzięła kolejny uspokajający oddech. Każdy miewa kiepskie dni. Kiedy wszystko sypie się w rękach, kluczem do przetrwania jest sprawienie sobie przyjemności. Nieważne jak drobnej, bo nawet najmniejsza potrafi przyćmić horror poprzednich godzin.

Z uśmiechem na ustach złapała shake’a stojącego obok. Jego chłód od razu ostudził skórę i nerwy. Wzięła słomkę do ust i czekała, aż kubki smakowe wyłapią słodki smak wanilii.

– Kurwa mać – warknęła, smakując kwaśną cytrynę.

Ścisnęła mocniej napój, palce delikatnie ześlizgnęły się po plastiku. Studencik z budki z lodami właśnie dołączył do jej listy. Jebać korę mózgową i jebać cały gatunek.

– Można się dosiąść? – zapytał słaby głos.

Zamrugała kilka razy. Dłoń przestała miażdżyć niewinnego shake’a. Niziutka, licha staruszka pojawiła się znikąd przy ławce. Ubrana w kwiatową, luźną sukienkę, z okularami na nosie i psem pod pachą. Skrzywiła się na widok małego szczura, którego ktoś próbował nazwać Yorkiem.

Kobieta powtórzyła pytanie, a ona niechętnie przesunęła się na skraj siedziska.

– Proszę bardzo – wymamrotała i oparła napój o prawą nogę.

Starowinka usadowiła się wygodnie. Pies ułożył się na kolanach właścicielki i obserwował przechodniów w oddali.

– Ma pani kiepski dzień? – zapytała radośnie kobieta, wypełniając niezręczną ciszę.

– Coś w tym stylu – odburknęła. Chciała się napić, ale w porę przypomniała sobie smak ostatniego łyku.

– Może chce pani landrynkę? – Staruszka wyciągnęła w jej kierunku metalowe pudełko pełne nieapetycznych cukierków.

– Nie, dziękuję – odmówiła, szybko wyciągając dłoń przed siebie.

Kobieta zrobiła zawiedzioną minę, ale schowała pudełeczko do kieszeni.

– A to szkoda – rzuciła w końcu – mi zawsze pomagają, kiedy mam kiepski humor. Może chce pani o tym porozmawiać? Czasami dobrze jest pogadać z kimś obcym o swoich problemach. Ja jestem stara, trochę przygłucha, ale wiele w życiu widziałam i może mogę poradzić. – Zaśmiała się z własnego dowcipu.

– Nie mam żadnych problemów, proszę pani. To tylko kiepski dzień.

– Aha! Czyli jednak coś jest na rzeczy. – Pomarszczona twarz uśmiechnęła się pogodnie.

– Zwykły pech, nic więcej. – Machnęła ręką, jakby odganiała muchę. – Samo przejdzie.

– Pech, nie pech. Wiem, jak takie rzeczy potrafią zepsuć smak życia. Człowiek się poci, poci, a potem trach i cały dzień poszedł – zaczęła się rozgadywać.

– Dokładnie – przytaknęła i w ostatniej chwili zrezygnowała z napicia się. – Wszystko przez to, że ludzki umysł bardziej skupia się na momentach negatywnych niż pozytywnych. Cały dzień może zostać oceniony negatywnie, a wystarczy tylko jedna drobnostka, która nie pójdzie po naszej myśli. – Pokręciła głową. – Znam teorię.

– Pięknie to pani ujęła. – Staruszka zaczęła głaskać czule psiaka. – Ludzie są bardzo ułomni, jedno nieszczęście potrafi przekreślić całe szczęście, jakiego doświadczyli.

– Są różne rodzaje nieszczęść…

– Tak, tak, są. Te duże i te małe. Drobne i ogromne. Niezależnie na jakie się trafi, potrafią zdewastować. Ktoś straci pracę, ktoś złamie nogę, a kogoś wkurzy shake o złym smaku. – Zaśmiała się donośnie.

– Zauważyła pani. – Z zawstydzeniem złapała napój w obie dłonie i wbiła spojrzenie w sandały. – Myśli pani, że to głupie przejmować się takimi rzeczami? – zapytała nieśmiało.

– Ależ skąd, dla każdego w życiu liczy się coś innego. Dla jednych tragedią będzie rozładowany telefon, dla innych zawieruszone dokumenty. Nie moją rolą oceniać jest, czyje nieszczęście jest gorsze. Wiesz, co jest najważniejsze? – Spojrzała na nią poważniej.

Pokręciła głową.

– Najważniejsze to się nie poddawać. Nawet jeśli twój mózg skupia się tylko na złym, warto przypomnieć sobie to, co dobre. Pech nie będzie trwać wiecznie, w końcu minie. Zawsze mija. – Położyła dłoń na jej ramieniu. – Zapomnisz, że tu był, nim uderzę ponownie.

– Słucham?

– Po wielkiej burzy zawsze pojawia się najpiękniejsze słońce. – Ignorując ją, wróciła do głaskania psa. – Beze mnie życie byłoby puste i nijakie. Bez kwaśnej cytryny nie poznałabyś, jak słodka jest wanilia.

Wpatrywała się w staruszkę jak w obrazek.

– Zapamiętaj to sobie, moja droga. Nieszczęście i szczęście to dwie strony tej samej monety. Zawsze blisko siebie, ale z drobną różnicą, bo szczęście idzie w pojedynkę, a my lubimy chodzić parami.

York zerwał się na równe nogi, donośnie ujadając. Ruszył przed siebie i przebiegł po jej kolanach, wytrącając napój z rąk. Rozmrożona, lepka papka wylała się na jej spodnie i sandały. Plastikowy kubek spadł pod ławkę, a pies zniknął w pobliskich krzakach. Gwałtownie odwróciła głowę w kierunku staruszki, ale nikogo tam nie było.

Czuła, jak stopy przyklejają się do podeszew, ale nie była zła. Już nie.